Fecebook

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spotkania ze zwierzętami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spotkania ze zwierzętami. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 stycznia 2018

Ptasi goście z ulicy Jaskółczej


 Zima, jaka by nie była - posiada dla mnie jedną, niezaprzeczalną zaletę oraz argument "za" - mogę nareszcie zaprosić do własnego ogrodu ptasich stołówkowiczów. Zaprosić, a następnie bacznie obserwować i cieszyć swoje oczy oraz serce. Obserwacja ptasich gości jest nie tylko bardzo miła, ale również pouczająca. To najlepsza forma nauki ich zachowań. Odwiedziło nas w tym sezonie w sumie 21 gatunków ptaków i każdy przejawia swoje osobliwe zwyczaje. Oto kilka z nich:


Raniuszek, tutaj jeden osobnik, ale znamienne są ich nagłe, grupowe naloty  na ptasie pyzy. Obsiadają je całą chmarą z głośnym piskiem, a gdy się już najedzą, to zgodnie opuszczają ogród i na długo ślad po nich znika.
Stadko raniuszków - urzekające, ruchliwe i bardzo przyciągające uwagę.

Mazurek - mieszka ich u nas cała mafia i razem z wróblami zachowują się najgłośniej, robią  niesamowity jazgot w ogrodzie. Jakoś tak raźniej się człowiek czuje, kiedy są obok:)
Dzwońce to baczni obserwatorzy, siedzą na najwyższych gałęziach wierzb za płotem i długo trwa, zanim zdecydują się zlecieć niżej i skorzystać ze stołówki.
Szczygieł to ptasi rarytas w naszym ogrodzie, niezwykle rzadko zaszczyca nas swoją obecnością. Gdy się już pojawi, zachowuje bardzo dużą pewność siebie i stanowczo, wręcz arogancko, odgania pozostałą ptasią drobnicę z karmnika.
Tutaj zięba wyjadająca słonecznik ze śniegu, który rozsypały z karmnika niechlujne sikorki. Przeważnie pojawia się para tych ptaków, samica z samcem. Taki wierny i uroczy team. Zięby potrafią na długo zasiąść w nieruchomej pozycji na gałązkach w pobliżu karmnika, tak jakby udawały, że wcale ich tutaj nie ma. Dla ruchliwych sikorek to nie do pomyślenia.    

Sikora modraszka. Sikorki te, wraz z sikorkami bogatkami, są najodważniejsze ze wszystkich naszych ptasich gości, ale jednocześnie najbardziej ruchliwe, więc sfotografować je nie jest wcale łatwo.  To one odpowiadają za najszybsze ubywania słonecznika z karmników:) 
Sierpówka - para tych ptaków pojawiła się całkiem niedawno.  Są bardzo płochliwe, przeważnie ostrożnie wydziobują resztki z ziemi, bacznie rozglądając się dookoła.  Jeden raz odważyły się wejść do karmnika. Przy takich gabarytach, dla nikogo więcej miejsca już nie starczyło:).  
Rudzik również pojawił się całkiem niedawno i bardzo mnie ucieszył swoją obecnością, ale raczej nie będzie naszym stałym gościem. Również jest bardzo płochliwy i ostrożny, mam wrażenie, że nie do końca czuje się dobrze w takiej bliskości od zabudowań.   
Grubodziób przełamuje swoją płochliwość i odwiedza nas regularnie. Wykrada pestki słonecznika i odlatuje z nimi w wysokie zadrzewienia za płotem.
A oto postrach wszystkiego co fruwa, czuli krogulec.  Gdy tylko ten drapieżnik pojawi się w okolicy, spłoszone ptaki  natychmiast znikają, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.  Ogród pustoszeje i milknie na długo.
Kosy chyba najwcześniej się budzą. Ogród jest ich pełen, gdy jest jeszcze ciemno. Wychodząc  do pracy przed świtem, widzę tylko czarne plamki na szarym trawniku. Zazdroszczę im, że mogą tutaj zostać, a ja wrócę dopiero późnym popołudniem. Ale raźniej jest wychodzić z domu wiedząc, że będą na mnie czekały:).  
Dzięcioł duży to największy amator smalcu. Częstuje go tym przysmakiem podanym w filiżance, w końcu taki gość zasługuje na najlepsze traktowanie. Dzięcioły te są stałymi bywalcami naszej stołówki. Bywa, że jednocześnie posilają się trzy osobniki. W sytuacji, gdy czują jakieś zagrożenie, zastygają nagle w nieruchomej pozie i potrafią tak tkwić dosyć długo.     


A oto nasze domowe obserwatorium, które skutecznie i na długo potrafi odciągnąć mnie od innych obowiązków:)

niedziela, 11 czerwca 2017

Biebrza, ptaki i ludzie

  Siedzę od kilkunastu minut sama w samochodzie, zaparkowanym na poboczu polnej drogi, a wokoło totalne pustkowie. Z każdej strony otaczają mnie łąki, gdzie spojrzę - ciągnące się po horyzont ukwiecone, zielone połacie. Urozmaiceniem krajobrazu jest leniwie przepływająca tuż obok, rzeka Biebrza. Jest pięknie, nawet pomimo tego, że niebo jest dosyć niespokojne i niezdecydowane, a zimny wiatr goni chmury i nie pozwala mi wysiąść z auta. Spośród wszystkich, mniej przyjemnych przyrodniczo - atmosferycznych zjawisk, chyba najbardziej nie lubię wiatru. Nawet komary wydają mi się bardziej znośne, niż bezlitośnie smagające głowę wietrzysko. Przeszywa mnie na wskroś, natychmiast wyziębia i skutecznie zaburza wrażliwą percepcję. Taką mam ułomność. Nie wyjdę więc z auta i koniec... Nie zmusi mnie do tego żaden, nawet najbardziej rzadki okaz ptaka. Nagle, widzę zza przedniej szyby samochodu Michała, który odwraca się w moją stronę i przywołuje mnie ręką, dając jasno do zrozumienia, że mam dołączyć do reszty.  Autorytet Michała, jednego z najlepszych w kraju ornitologów i przewodników po Biebrzańskim Parku Narodowym, robi swoje.  Wyskakuję szybko z auta i z głową schowaną pod chustką i kapturem biegnę pokornie do lunety, ustawionej na poboczu drogi. Moi towarzysze wyprawy wypatrzyli piękną i rzadką pliszkę cytrynową. Obserwujemy ją, jak cierpliwie siedzi na uginającej się od wiatru trzcinie, po drugie stronie rzeki. To jest sukces!!! Kolejna fantastyczna obserwacja!!! Zapominam o pogodzie, odzyskuję zmysły i cieszę się razem ze wszystkimi.
        Zostajemy tutaj jeszcze chwilę, po czym wsiadamy do samochodów i jedziemy nieco dalej. Tym razem będziemy szukać kulika wielkiego. W ciągu trzydniowego pobytu na warsztatach ornitologicznych w Biebrzańskim Parku Narodowym, zaobserwowaliśmy około 120 gatunków ptaków, w tym sporo ptasich rarytasów, jak np. szczudłak, podróżniczek, wodniczka. W sumie spędziłam tutaj calutki tydzień, nasycając się biebrzańskim rajem.

Podróżniczek








Chociaż przyjechałam głównie po przyrodnicze doznania estetyczne oraz edukację ornitologiczną, to jednak nie tylko biebrzańska natura i ptaki wywarły na mnie wrażenie. Wróciłam zauroczona spotkanymi tutaj ludźmi. Zarówno miejscowymi - niezwykle gościnnymi i przyjaznymi, jak również turystami, wrażliwymi pasjonatami, zakręconymi na punkcie ptaków i przyrody. Należał do nich miedzy innymi Tymon, dziewięcioletni uczestnik warsztatów, pochłonięty ornitologiczną pasją razem ze swoim tatą. 








Zenek, gospodarz i organizator warsztatów, to tryskający dobrym humorem mistrz w przygotowywaniu śniadań. Dbał o świeże pieczywo i suto zastawiony stół każdego ranka, na dobry początek długiego, ptasiego dnia. Zenek dwukrotnie zaprosił nas na niezapomniany, malowniczy rejs katamaranem pasażerskim. Bardzo polecam taką formę zwiedzania rozlewisk biebrzańskich, widoki są niezwykłe, a ptaki prawie na wyciągnięcie ręki.






  Michał -  nasz przewodnik po ptasim raju, z troską pilnował, aby każdy wykorzystał szansę na dokładne przyjrzenie się wypatrzonym gatunkom, dbając jednocześnie o niezakłócanie spokoju ptakom. Nie przepuścił mi pliszki cytrynowej, na szczęście:) Wspaniały gawędziarz, doskonały znawca ptaków, z pasją wykonujący swój zawód i oddany mu w stu procentach.







Po zakończonych warsztatach przeniosłyśmy się z Krysią, moją towarzyszką wyprawy,  do Leśnej Polany nad Biebrzą. To idealnie położone gospodarstwo agroturystyczne, otoczone lasem, z jednej strony graniczące z rozlewiskiem Biebrzy. Raj w samym środku Biebrzańskiego Parku, prowadzony przez uprzejmych i przyjaznych gospodarzy. Prowadzą pasiekę, przygarniają bezdomne psy, wypasają na łąkach koniki polskie. Znowu spotkanie z dobrymi i pracowitymi ludźmi. Leżąc wieczorem w łóżkach, nasłuchiwałyśmy odgłosów derkaczy i puszczyków - naprawdę ekscytujące doznanie:) Polecam to miejsce każdemu, kto nie boi się prawdziwej ciemności, otoczenia lasu daleko od drogi, elektryzujących odgłosów dochodzących wieczorem z bagien i braku zasięgu w telefonie. My nie bałyśmy się ani trochę 
i nawet spotkałyśmy biebrzańską wiedźmę.  








Mam takie odczucie, potwierdzające się w rozmowach ze znajomymi, że serdeczność i gościnność mieszkańców Podlasia jest szczególna. Idealnym podsumowaniem moich biebrzańskich przygód, wpasowującym się w te refleksje, było przypadkowe spotkanie Pana Tomasza Kłosowskiego. Tego słynnego fotografa przyrody biebrzańskiej i współautora programów przyrodniczych, zastałyśmy przy jednym z punktów widokowych. W trakcie krótkiej pogawędki z nami ujął mnie stwierdzeniem, że ptaki są ciekawe, ale ludzie bywają równie ciekawi. Szczególnie na Podlasiu. 






poniedziałek, 1 maja 2017

Torfowisko, jaszczurki i widok na Tatry.


Pomysł na wycieczkę do Oravskiej Polhory, skąd wiedzie szlak na Babią Górę,  podsunęła mi autorka bloga beskidyzdzieckiem.pl. Moją uwagę przykuły ciekawostki przyrodnicze tego miejsca, m.in. torfowisko z kładkami, umożliwiającymi ich zwiedzanie. Tak więc majowa wycieczka została zakomunikowana znajomym i okazała się być fantastycznym pomysłem.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Rezerwat "Kopce" w Marklowicach

Dosyć dawno nie było mnie w cieszyńskim Rezerwacie Kopce w Marklowicach. Rezerwat ten, to bodajże jedyne miejsce w granicach administracyjnych Cieszyna występowania salamandry plamistej. Miałam nadzieję, że uda się ją tam dzisiaj spotkać. Salamandra jest płazem prowadzącym nocny tryb życia, a za dnia, najłatwiej ją zaobserwować w deszczową pogodę. Pogoda dzisiaj była zdecydowanie słoneczna, lecz sam rezerwat bardzo błotnisty i mokry, po ostatnich opadach. To dosyć sprzyjające warunki dla poszukiwaczy salamandr.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Po marzenia nad Olzę.

Moje ulubione miejsce spacerów w Cieszynie, to Rezerwat przyrody Lasek Miejski nad Olzą. Nie pamiętam, kiedy było tam tak spokojnie i pusto, szczególnie, że dzisiaj niedziela. Prawdopodobnie kapryśna pogoda zatrzymała cieszyniaków w domach. Wykorzystałam chytrze chwilowe przejaśnienia na niebie i porwałam tam psa na szybki spacer. Jak się okazuje, warto niekiedy być chytrusem, ponieważ niespodziewanie spotkałam

wtorek, 18 kwietnia 2017

Dziki Cieszyn - oaza przyrody nad Bobrówką.

Jest w Cieszynie pewien urokliwy zakątek,  który jako miłośniczka natury, mogę śmiało nazwać lokalną świątynią przyrody.To chyba siedlisko największej ilości gatunków ptaków w rejonie Cieszyna, oraz sporej ilości ssaków, gadów i płazów.

sobota, 29 października 2016

Imprezy i wino jabłkowe - czyli coś o jeżach:)



Dawno temu, kiedy byłam małą i rezolutną dziewczynką, żyłam w przeświadczeniu, że świat zasadniczo jest dobry, a jeżeli pojawiają się w nim czasami złe rzeczy, to raczej przypadkowo i zawsze można je naprawić. Trzeba tylko chcieć i działać. Dlatego, kiedy zobaczyłam rozjechanego na drodze jeża, postanowiłam coś z tym problemem zrobić. Wyciągnęłam z piórnika kolorowe kredki, nawyrywałam kartek z zeszytu z matematyki i zrobiłam plakaty. Na każdym z nich widniał wielki i kolorowy napis „Kierowco, uważaj na jeże!!!” oraz uśmiechnięty jeż, z jabłkiem wbitym w kolce. Plakaty edukacyjne ozdobiły osiedlowe słupy, lampy i przydrożne drzewa. Okoliczne jeże miały dzięki temu zostać ocalone od drogowej masakry, a nieostrożni kierowcy mieli dostać solidną lekcję dobrych manier. Nie pamiętam, co było dalej, jednak jedno jest pewne – jeże nadal giną pod kołami samochodów, a w życiu nie zawsze można zapobiec przykrym zdarzeniom. Trzeba pogodzić się z tym i basta, oczywiście nadal robiąc swoje. Jednak pewnego razu, kiedy byłam już dorosła, stała się rzecz, z którą pogodzić się nie było mi już tak łatwo - ktoś postanowił zburzyć mój słodki wizerunek jeżyka, jaki pamiętałam z dzieciństwa. A było tak: Jeden znajomy, co to wrażliwością przyrodniczą raczej nie grzeszył, zdradził na jakiejś imprezie, że razem z kumplem z pracy wpuścili kiedyś jeża na halę magazynową, żeby na myszy i szczury polował. Podobno skuteczniejszy był w tym niż kot!! Na innej imprezie, inny znajomy opowiedział, że kiedy był na studiach z biologii, jeden z wykładowców chwalił się przed studentami swoimi eksperymentami, które robił na jeżach. Wynikało z nich, że jeże do jabłek się garną, ale tylko sfermentowanych, przypominających działaniem wino. Bo jeże to zwykłe pijaki!! I mordercy!! Oj, trudno zestawić taki wizerunek jeża z tym słodziakiem z jabłkiem na grzbiecie, którego rysowałam na plakatach. Co prawda jeże nie są weganami, ale żeby tak od razu psuć im reputację, opowiadając o krwiożerczej, zbrodniczej naturze oraz o ciągotach alkoholowych?? Gdybym chciała pójść tym tropem, to mogłabym jeszcze dodać, że są również leniwe, ponieważ w moim ogrodzie regularnie odwiedzają miski z suchą karmą dla kotów typu "premium", chociaż tłustych ślimaków dookoła w bród. Jeż ma prawdopodobnie dobrze rozwinięty smak, ponieważ jest wybredny gdy może sobie na to pozwolić. Jego główne pożywienie stanowią owady, ale również ślimaki, płazy, ptasie jaja, drobne ssaki. Nie transportują jabłek nabitych na kolce. Nie robią także zapasów na zimę, a w czasie snu zimowego korzystają z tłuszczu nagromadzonego w organizmie jesienią. Podsumowując własne obserwacje, to upodobania kulinarne mają podobne do kotów - najchętniej miseczka pełna whiskasa, lecz gdy trzeba, to robaczek lub myszka. Co do sfermentowanych jabłek - podobno to hit zwierzęcych używek:) Nie czepiałabym się i tego:)


Dodaj napis

 Źródła: własne obserwacje, opowieści z imprez, książka "Zwierzęta nocy" Hanny i Antoniego Gucwińskich  


poniedziałek, 26 września 2016

Chytry grabarz, czyli nekrofauna w domu Pani z przyrody.



Zapowiadał się bardzo atrakcyjny wieczór. Byłam umówiona z koleżanką Kasią na koncert Zespołu Hej. Jako że obydwie Kaśki bardzo, ale to bardzo lubię, nic nie mogło stanąć mi na drodze do spędzenia tego wieczoru, w tak doborowym towarzystwie. Jednak instynkty tropiciela, w które natura wyposażyła Panią z przyrody, o mały włos nie pokrzyżowały tych jakże atrakcyjnych planów. A wszystko zaczęło się tak: Na niecałą godzinę przed umówionym spotkaniem z Kasią, udałam się do łazienki, uszykować sobie fryzurę - wszak wieczorne wyjście z domu zobowiązuje. Kiedy tak wisiałam zgięta w połowie, z głową w dół, susząc już włosy i wgapiając się tępo w podłogę, nagle dostrzegłam siedzącą na kafelkach pszczołę. Skąd ona się tutaj wzięła? Pewnie wpadła bidulka przez okno i czeka na ratunek. Jak tylko skończę suszyć włosy, to jej pomogę – pomyślałam. Ale zaraz… to chyba raczej jest osa?! Albo może trzmiel?! Jestem krótkowidzem, okulary aktualnie leżały na wannie, nie byłam więc pewna, co widzę. Owad miał jakieś dziwne paski lub plamy, w kolorze żółtym bądź pomarańczowym, nie miałam jasności. Insekt okazał się zbyt trudny do jednoznacznego zidentyfikowania, bez odłożenia suszarki, a ja byłam nader ciekawa, żeby dłużej czekać. Tak więc suszarka "poszła" w kąt, a moja twarz z zainteresowaniem zbliżyła się do owadziego osobnika. Orzesz ty!!! Stanęłam oko w oko z…. grabarzem!!! To był chrząszcz grabarz!!! Ten sam, którego fotografia zamieszczona w moim „Przewodniku do rozpoznawania roślin i zwierząt na wycieczce”, tak mnie fascynowała, kiedy byłam jeszcze młodą Dziewczyną z przyrody. Na zdjęciu tym, chrząszcz widniał razem z martwym gryzoniem, z którym robił dziwne rzeczy. Jakie i po co – opiszę na końcu. Telewizja nie obfitowała wówczas, jak to jest obecnie, w kryminalno-przyrodnicze programy o wątpliwie chwytliwych tytułach, w których natura zwierząt obnażana jest do granic przyzwoitości i dobrego smaku. Nie wspominając już o baku internetu. Szczytem perwersji było zobaczenie w książce fotografii zwłok myszy, w towarzystwie padlinoluba.
 Cóż jednak owad ten robi w moim domu? Fakt, że łazienka może nie grzeszy czystością, ale żeby od razu ściągały tutaj padlinożerne stworzenia?? Skoro jednak chrząszcz znalazł się w mojej łazience, to zanim ją opuści, musi zostać obowiązkowo sfotografowany. Siedział w jednym miejscy grzecznie i bez ruchy, lecz dla pewności nakryłam go plastikowym wieczkiem ze słoiczka od kremu do twarzy i pobiegłam po aparat. Po chwili byłam już z powrotem w łazience i podekscytowana uniosłam wieczko do góry.
 I stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam!!
 Chrząszcz, najwyraźniej po chwilowym odcięciu od bodźców zewnętrznych, odzyskał zmysły i wiedziony instynktami samozachowawczymi zaczął uciekać pędem i galopem w stronę przedpokoju. Więc ja go cap! Z powrotem pod pokrywkę. Co dalej, co dalej!? Nie mogę pozwolić mu zwiać, zanim nie zrobię chociaż jednego w miarę udanego zdjęcia. Poza tym, jak wbiegnie pod meble i się ukryje, to będzie po nim, być może nie zwrócę mu już wolności. Ostrożnie podniosłam pokrywkę, a chrząszcz w nogi!! Więc ja znowu go cap i pod pokrywkę!  Odczekałam chwilkę i ponownie uniosłam wieczko. A chrząszcz sprinter popyla w najlepsze! Już był w przedpokoju, ja za nim czym prędzej! Podążam za robakiem w przysiadzie, z aparatem w jednej ręce i wieczkiem z kremu w drugiej, na wpół ubrana w dodatku i z mokrymi jeszcze włosami. Mój maż bardzo się zdziwił tym widokiem, kiedy przyszedł sprawdzić co się dzieje. Co ty wyprawiasz? – zapytał. Grabarz do nas wpadł, przynieś szkło!! Chyba nadal nie ogarniał... Byłam tak skupiona na pilnowaniu uciekającego owada i próbach zrobienia mu zdjęcia, że nie potrafiłam nic więcej powiedzieć, to nie był czas na gadanie i tłumaczenia. Musiał się jednak domyśleć, że sprawa jest dla mnie poważna, bo po chwilowej konsternacji,  bez zadawania dodatkowych i niepotrzebnych pytań, przyniósł szklany słoik. Okiełznany szkłem chrabąszcz został, wbrew własnej woli, udokumentowany na zdjęciach. 
Wracając do niesmacznych zwyczajów tych chrząszczy, śpieszę wytłumaczyć, że chrząszcz grabarz pospolity należy do tzw. nekrofauny, czyli do gatunków zasiedlających padlinę i zwłoki. Grabarz za pomocą doskonałego powonienia wyszukuje padlinę małych zwierząt, np. gryzoni lub ptaków i przywabia samicę. Następnie podkopuje ciało martwego zwierzątka i zagrzebuje je w ziemi. Wygrzebuje ukośny tunel, wyściela go piórami lub sierścią i formuje padlinę w kształt kuli. W takim gniazdku samica składa jaja. Po kilku dniach wylęgają się larwy, które początkowo karmione są przez troskliwych rodziców przetrawionym... mięskiem. Ble... Ale uwaga! Jest to jedyny przypadek opieki nad potomstwem wśród chrząszczy. Do nekrofauny należy również  np. mucha plujka pospolita, która składa jaja na "świeżych" zwłokach, a fakt ten wykorzystywany jest w kryminalistyce, do określania czasu zgonu, na podstawie stopnia rozwoju larw. 

Puenta nie na żarty:

Nasza planeta to spójny system przyrody, a środowisko naturalne ulega ciągłym cyklom przemian. Zwierzęta takie jak np. chrząszcze grabarze  mają do spełnienia ważną rolę w tym cyklu. Dzięki nim, dokonuje się w przyrodzie ciągły obieg martwej materii i sprawnie działa naturalny ekosystem. Z perspektywy przyrody grabarze są na ziemi ważniejszymi mieszkańcami niż ludzie, dlatego chętnie zwróciłam chrabąszcza matce naturze.  Zdjęcia owada zupełnie mi  nie wyszły, jak się później okazało. Przechytrzył mnie ten grabarz. W dodatku na koncert spóźniłyśmy się ponad pół godziny – jednak nie z powodu mojej przygody z nekrofauną w łazience. Ale to już całkiem inna historia…. 


czwartek, 8 września 2016

Inwazja w Puszczy Białowieskiej. Zapraszam - Pani z przyrody




Jestem pewna, że gdzieś tutaj są, być może bliżej niż nam się wydaje. Być może nawet nas widzą, bacznie obserwują z ukrycia i za nic nie zdradzą nam swojej obecności.
Na polanie w Białowieskim Parku Narodowym

To najwięksi i najbardziej fascynujący mieszkańcy Puszczy Białowieskiej - żubry. Ale również rysie, wilki, jelenie. Na pewno są niedaleko, lecz dla nas niewidoczne, przemykają spowite delikatną mgłą niczym dobre duchy. Ostrożne i skryte. Dopóki głód nie wygoni ich z kryjówek, wygrywając z naturalnym lękiem przed cywilizacją, przeciętny człowiek ma nikłe szanse na spotkanie z nimi. Nasza przemiła gospodyni opowiadała nam, że jesienią łakome żubry lubią przychodzić do jej sadu  raczyć się jabłkami oraz że czasami widuje je w lesie, kiedy zbiera grzyby. Tu podgrzybek, tu prawdziwek, a tutaj żubr! Taka codzienność na Podlasiu. Na otwartych terenach króla puszczy trudno spotkać w sezonie letnim, przebywa wtedy ukryty w głębi lasu. Na polany żubry wychodzą rzadko i głównie bladym świtem, trzeba też wiedzieć gdzie. A szukanie ich w lasach to jak szukanie igły w stogu siana – przynajmniej dla mało obeznanego z ich zwyczajami turysty. Trzeba mieć wyjątkowe szczęście. Lecz kiedy przychodzi zima i zaczyna brakować żubrom pożywienia, chętniej opuszczają bezpieczne zarośla i ruszają poza las, na polany, gdzie czekają na nie przygotowane paśniki z sianem. Wtedy szanse na zobaczenie tego majestatycznego zwierza są większe .
Polana w Parku Białowieskim - rowerowa wędrówka Pani z przyrody
Paśnik dla zwierząt w Parku Białowieskim
 Pomimo tego, opowieść o żubrach w sadzie za domem wyraźnie podziałała na moją wyobraźnię. Z naiwnością dziecka zerkałam w stroną sadu, ilekroć był w zasięgu wzroku, spodziewając się… no żubra po prostu! No cóż, największym stworzeniem który tam baraszkował był kot gospodarzy. Coś jest w powiedzeniu o tym, że koty bywają złośliwe… Również wilki, rysie oraz jelenie pozostało nam jedynie sobie wyobrazić. Ale to nawet lepiej, bo pobyt w Puszczy Białowieskiej to nie safari . Dla turystów i miłośników polskiej przyrody Białowieża przygotowała Rezerwat Pokazowy Żubrów i nim przyszło nam się zadowolić. Zwierzęta eksponowane są tam w warunkach pół-naturalnych. Oprócz żubrów przebywają tam również rysie, wilki, łosie, koniki polskie. Wszystkie można  pooglądać i zaspokoić swoją ciekawość.   

Wilk w Rezerwacie Pokazowym Żubrów

Żubr z Rezerwatu Pokazowego


Najbardziej zdumiewającą dla mnie historią związaną z fauną Puszczy Białowieskiej była inwazja. Bynajmniej nie inwazja kornika - lecz gatunku ludzkiego, ponieważ to z jego powodu wiosną 1919 r. nastąpiła całkowita zagłada żubrów białowieskich - zginął wtedy ostatni osobnik. Jak to się stało, że w obecnej chwili żyje ich w całej puszczy prawie tysiąc sztuk? Gatunek ludzki zmył krew z rąk i postanowił się zrehabilitować.

Żubr z Rezerwatu Pokazowego
Jednak najważniejszym punktem naszego pobytu w puszczy była wizyta w rezerwacie ochrony ścisłej – czym mnie zaskoczyła i dlaczego – opiszę w następnych postach. Zapraszam - Pani z przyrody.