niedziela, 14 stycznia 2018

Ptasi goście z ulicy Jaskółczej


 Zima, jaka by nie była - posiada dla mnie jedną, niezaprzeczalną zaletę oraz argument "za" - mogę nareszcie zaprosić do własnego ogrodu ptasich stołówkowiczów. Zaprosić, a następnie bacznie obserwować i cieszyć swoje oczy oraz serce. Obserwacja ptasich gości jest nie tylko bardzo miła, ale również pouczająca. To najlepsza forma nauki ich zachowań. Odwiedziło nas w tym sezonie w sumie 21 gatunków ptaków i każdy przejawia swoje osobliwe zwyczaje. Oto kilka z nich:


Raniuszek, tutaj jeden osobnik, ale znamienne są ich nagłe, grupowe naloty  na ptasie pyzy. Obsiadają je całą chmarą z głośnym piskiem, a gdy się już najedzą, to zgodnie opuszczają ogród i na długo ślad po nich znika.
Stadko raniuszków - urzekające, ruchliwe i bardzo przyciągające uwagę.

Mazurek - mieszka ich u nas cała mafia i razem z wróblami zachowują się najgłośniej, robią  niesamowity jazgot w ogrodzie. Jakoś tak raźniej się człowiek czuje, kiedy są obok:)
Dzwońce to baczni obserwatorzy, siedzą na najwyższych gałęziach wierzb za płotem i długo trwa, zanim zdecydują się zlecieć niżej i skorzystać ze stołówki.
Szczygieł to ptasi rarytas w naszym ogrodzie, niezwykle rzadko zaszczyca nas swoją obecnością. Gdy się już pojawi, zachowuje bardzo dużą pewność siebie i stanowczo, wręcz arogancko, odgania pozostałą ptasią drobnicę z karmnika.
Tutaj zięba wyjadająca słonecznik ze śniegu, który rozsypały z karmnika niechlujne sikorki. Przeważnie pojawia się para tych ptaków, samica z samcem. Taki wierny i uroczy team. Zięby potrafią na długo zasiąść w nieruchomej pozycji na gałązkach w pobliżu karmnika, tak jakby udawały, że wcale ich tutaj nie ma. Dla ruchliwych sikorek to nie do pomyślenia.    

Sikora modraszka. Sikorki te, wraz z sikorkami bogatkami, są najodważniejsze ze wszystkich naszych ptasich gości, ale jednocześnie najbardziej ruchliwe, więc sfotografować je nie jest wcale łatwo.  To one odpowiadają za najszybsze ubywania słonecznika z karmników:) 
Sierpówka - para tych ptaków pojawiła się całkiem niedawno.  Są bardzo płochliwe, przeważnie ostrożnie wydziobują resztki z ziemi, bacznie rozglądając się dookoła.  Jeden raz odważyły się wejść do karmnika. Przy takich gabarytach, dla nikogo więcej miejsca już nie starczyło:).  
Rudzik również pojawił się całkiem niedawno i bardzo mnie ucieszył swoją obecnością, ale raczej nie będzie naszym stałym gościem. Również jest bardzo płochliwy i ostrożny, mam wrażenie, że nie do końca czuje się dobrze w takiej bliskości od zabudowań.   
Grubodziób przełamuje swoją płochliwość i odwiedza nas regularnie. Wykrada pestki słonecznika i odlatuje z nimi w wysokie zadrzewienia za płotem.
A oto postrach wszystkiego co fruwa, czuli krogulec.  Gdy tylko ten drapieżnik pojawi się w okolicy, spłoszone ptaki  natychmiast znikają, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.  Ogród pustoszeje i milknie na długo.
Kosy chyba najwcześniej się budzą. Ogród jest ich pełen, gdy jest jeszcze ciemno. Wychodząc  do pracy przed świtem, widzę tylko czarne plamki na szarym trawniku. Zazdroszczę im, że mogą tutaj zostać, a ja wrócę dopiero późnym popołudniem. Ale raźniej jest wychodzić z domu wiedząc, że będą na mnie czekały:).  
Dzięcioł duży to największy amator smalcu. Częstuje go tym przysmakiem podanym w filiżance, w końcu taki gość zasługuje na najlepsze traktowanie. Dzięcioły te są stałymi bywalcami naszej stołówki. Bywa, że jednocześnie posilają się trzy osobniki. W sytuacji, gdy czują jakieś zagrożenie, zastygają nagle w nieruchomej pozie i potrafią tak tkwić dosyć długo.     


A oto nasze domowe obserwatorium, które skutecznie i na długo potrafi odciągnąć mnie od innych obowiązków:)

niedziela, 3 września 2017

Modliszki w ogrodzie, czyli Roztocze all inclusive

       Przyzwyczaiłam się już, że prawie każda nasza wakacyjna miejscówka zaskakuje mnie jakimś ornitologicznym rarytasem. Były to w ostatnich latach np. żołny przesiadujące na drutach wysokiego napięcia tuż za gospodarstwem, dudki buszujące w sadzie, wilgi w koronach drzew tuż za płotem, czy bociania rodzina na dachu stodoły. Tym razem jednak nie mogłam się doczekać żadnej ptasiej niespodzianki. Jak się okazało, czekał na mnie zupełnie inny, przyrodniczy bonus. Dostałam go w przedostatni i najbardziej słoneczny poranek naszego pobytu na Roztoczu. Zwabiona piękną pogodą i mnóstwem owadów w pełnym kwiatów ogrodzie, chwyciłam  za aparat i pobiegłam łapać chwile i motyle. W którymś momencie uganiania się za trzmielami i motylami, wpadła mi w oko dziwnie latająca, duża ważka. Śledziłam pilnie jej lot i czekałam, aż gdzieś usiądzie. Kiedy w końcu wylądowała na drzewie i ukazała się w pełnej krasie, niespodziewanie okazała się być modliszką!
Modliszka zwyczajna jest gatunkiem ciepłolubnym, w naszym kraju chronionym i wpisanym do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. Występuje nielicznie i głównie na południu kraju, chociaż z uwagi na ocieplenie klimatu można ją w ostatnich latach spotkać również w innych częściach Polski. Niemniej jednak, dla obserwatora i miłośnika przyrody spotkanie z modliszką to naprawdę emocjonująca przygoda. 

Modliszka przez kilka minut na zmianę fruwała i przysiadała na różnych gałązkach, pozwalając się sfotografować. Kiedy w końcu usiadła na dłużej na dużym iglaku, zbliżyłam się do niej delikatnie i wtedy - dałam się zaskoczyć po raz kolejny. Powyżej siedziała kolejna modliszka. Była to samica – zdecydowanie większa od samca, który się do niej przysiadł. Jak podają internety, zdolność lotu posiadają tylko samce modliszki.

Samica modliszki przyczajona w gałązkach
Samiec, co jakiś czas wprawiał swoje ciało w delikatne drgania, oznajmiając partnerce swoją obecność. Ta zaś, wydawała się być tym faktem zupełnie niewzruszona. Druga połowa sierpnia to okres godowy modliszek. Pewnie każdy słyszał o osobliwych zwyczajach tych owadów - podczas kopulacji samica czasami pożera partnera. Czekałam więc zaciekawiona, co będzie działo się dalej. Tymczasem „moje” modliszki najwyraźniej nie miały zamiaru odsłaniać przede mną swoich godowych zwyczajów. Siedziały nieruchomo niczym kameleony, wtopione w zielone tło. Czekały pewnie z amorami na bardziej intymne warunki, bez zbędnej widowni. Wobec tego – poszłam sobie zrobić kawę.
 Tak przyjemnie spędziłam całe przedpołudnie – leżak, kawa, książka, za plecami modliszki na krzaku, a przede mną malownicze, roztoczańskie widoki. All inclusive. Wygonił mnie dopiero deszcz.
Po południu, kiedy przestało padać, modliszki jak zaklęte tkwiły nadal w tym samym miejscu. Po chwili samica wspięła się nieco wyżej na gałązkę, żeby wysuszyć w słońcu zmoczone deszczem ciało. Następnego dnia modliszek już nie zastałam. Za to nad moim leżakiem przeleciał dzięcioł czarny. Na pociechę i pożegnanie Roztocza zapewne:)


niedziela, 11 czerwca 2017

Biebrza, ptaki i ludzie

  Siedzę od kilkunastu minut sama w samochodzie, zaparkowanym na poboczu polnej drogi, a wokoło totalne pustkowie. Z każdej strony otaczają mnie łąki, gdzie spojrzę - ciągnące się po horyzont ukwiecone, zielone połacie. Urozmaiceniem krajobrazu jest leniwie przepływająca tuż obok, rzeka Biebrza. Jest pięknie, nawet pomimo tego, że niebo jest dosyć niespokojne i niezdecydowane, a zimny wiatr goni chmury i nie pozwala mi wysiąść z auta. Spośród wszystkich, mniej przyjemnych przyrodniczo - atmosferycznych zjawisk, chyba najbardziej nie lubię wiatru. Nawet komary wydają mi się bardziej znośne, niż bezlitośnie smagające głowę wietrzysko. Przeszywa mnie na wskroś, natychmiast wyziębia i skutecznie zaburza wrażliwą percepcję. Taką mam ułomność. Nie wyjdę więc z auta i koniec... Nie zmusi mnie do tego żaden, nawet najbardziej rzadki okaz ptaka. Nagle, widzę zza przedniej szyby samochodu Michała, który odwraca się w moją stronę i przywołuje mnie ręką, dając jasno do zrozumienia, że mam dołączyć do reszty.  Autorytet Michała, jednego z najlepszych w kraju ornitologów i przewodników po Biebrzańskim Parku Narodowym, robi swoje.  Wyskakuję szybko z auta i z głową schowaną pod chustką i kapturem biegnę pokornie do lunety, ustawionej na poboczu drogi. Moi towarzysze wyprawy wypatrzyli piękną i rzadką pliszkę cytrynową. Obserwujemy ją, jak cierpliwie siedzi na uginającej się od wiatru trzcinie, po drugie stronie rzeki. To jest sukces!!! Kolejna fantastyczna obserwacja!!! Zapominam o pogodzie, odzyskuję zmysły i cieszę się razem ze wszystkimi.
        Zostajemy tutaj jeszcze chwilę, po czym wsiadamy do samochodów i jedziemy nieco dalej. Tym razem będziemy szukać kulika wielkiego. W ciągu trzydniowego pobytu na warsztatach ornitologicznych w Biebrzańskim Parku Narodowym, zaobserwowaliśmy około 120 gatunków ptaków, w tym sporo ptasich rarytasów, jak np. szczudłak, podróżniczek, wodniczka. W sumie spędziłam tutaj calutki tydzień, nasycając się biebrzańskim rajem.

Podróżniczek








Chociaż przyjechałam głównie po przyrodnicze doznania estetyczne oraz edukację ornitologiczną, to jednak nie tylko biebrzańska natura i ptaki wywarły na mnie wrażenie. Wróciłam zauroczona spotkanymi tutaj ludźmi. Zarówno miejscowymi - niezwykle gościnnymi i przyjaznymi, jak również turystami, wrażliwymi pasjonatami, zakręconymi na punkcie ptaków i przyrody. Należał do nich miedzy innymi Tymon, dziewięcioletni uczestnik warsztatów, pochłonięty ornitologiczną pasją razem ze swoim tatą. 








Zenek, gospodarz i organizator warsztatów, to tryskający dobrym humorem mistrz w przygotowywaniu śniadań. Dbał o świeże pieczywo i suto zastawiony stół każdego ranka, na dobry początek długiego, ptasiego dnia. Zenek dwukrotnie zaprosił nas na niezapomniany, malowniczy rejs katamaranem pasażerskim. Bardzo polecam taką formę zwiedzania rozlewisk biebrzańskich, widoki są niezwykłe, a ptaki prawie na wyciągnięcie ręki.






  Michał -  nasz przewodnik po ptasim raju, z troską pilnował, aby każdy wykorzystał szansę na dokładne przyjrzenie się wypatrzonym gatunkom, dbając jednocześnie o niezakłócanie spokoju ptakom. Nie przepuścił mi pliszki cytrynowej, na szczęście:) Wspaniały gawędziarz, doskonały znawca ptaków, z pasją wykonujący swój zawód i oddany mu w stu procentach.







Po zakończonych warsztatach przeniosłyśmy się z Krysią, moją towarzyszką wyprawy,  do Leśnej Polany nad Biebrzą. To idealnie położone gospodarstwo agroturystyczne, otoczone lasem, z jednej strony graniczące z rozlewiskiem Biebrzy. Raj w samym środku Biebrzańskiego Parku, prowadzony przez uprzejmych i przyjaznych gospodarzy. Prowadzą pasiekę, przygarniają bezdomne psy, wypasają na łąkach koniki polskie. Znowu spotkanie z dobrymi i pracowitymi ludźmi. Leżąc wieczorem w łóżkach, nasłuchiwałyśmy odgłosów derkaczy i puszczyków - naprawdę ekscytujące doznanie:) Polecam to miejsce każdemu, kto nie boi się prawdziwej ciemności, otoczenia lasu daleko od drogi, elektryzujących odgłosów dochodzących wieczorem z bagien i braku zasięgu w telefonie. My nie bałyśmy się ani trochę 
i nawet spotkałyśmy biebrzańską wiedźmę.  








Mam takie odczucie, potwierdzające się w rozmowach ze znajomymi, że serdeczność i gościnność mieszkańców Podlasia jest szczególna. Idealnym podsumowaniem moich biebrzańskich przygód, wpasowującym się w te refleksje, było przypadkowe spotkanie Pana Tomasza Kłosowskiego. Tego słynnego fotografa przyrody biebrzańskiej i współautora programów przyrodniczych, zastałyśmy przy jednym z punktów widokowych. W trakcie krótkiej pogawędki z nami ujął mnie stwierdzeniem, że ptaki są ciekawe, ale ludzie bywają równie ciekawi. Szczególnie na Podlasiu. 






poniedziałek, 1 maja 2017

Torfowisko, jaszczurki i widok na Tatry.


Pomysł na wycieczkę do Oravskiej Polhory, skąd wiedzie szlak na Babią Górę,  podsunęła mi autorka bloga beskidyzdzieckiem.pl. Moją uwagę przykuły ciekawostki przyrodnicze tego miejsca, m.in. torfowisko z kładkami, umożliwiającymi ich zwiedzanie. Tak więc majowa wycieczka została zakomunikowana znajomym i okazała się być fantastycznym pomysłem.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Rezerwat "Kopce" w Marklowicach

Dosyć dawno nie było mnie w cieszyńskim Rezerwacie Kopce w Marklowicach. Rezerwat ten, to bodajże jedyne miejsce w granicach administracyjnych Cieszyna występowania salamandry plamistej. Miałam nadzieję, że uda się ją tam dzisiaj spotkać. Salamandra jest płazem prowadzącym nocny tryb życia, a za dnia, najłatwiej ją zaobserwować w deszczową pogodę. Pogoda dzisiaj była zdecydowanie słoneczna, lecz sam rezerwat bardzo błotnisty i mokry, po ostatnich opadach. To dosyć sprzyjające warunki dla poszukiwaczy salamandr.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Po marzenia nad Olzę.

Moje ulubione miejsce spacerów w Cieszynie, to Rezerwat przyrody Lasek Miejski nad Olzą. Nie pamiętam, kiedy było tam tak spokojnie i pusto, szczególnie, że dzisiaj niedziela. Prawdopodobnie kapryśna pogoda zatrzymała cieszyniaków w domach. Wykorzystałam chytrze chwilowe przejaśnienia na niebie i porwałam tam psa na szybki spacer. Jak się okazuje, warto niekiedy być chytrusem, ponieważ niespodziewanie spotkałam

wtorek, 18 kwietnia 2017

Dziki Cieszyn - oaza przyrody nad Bobrówką.

Jest w Cieszynie pewien urokliwy zakątek,  który jako miłośniczka natury, mogę śmiało nazwać lokalną świątynią przyrody.To chyba siedlisko największej ilości gatunków ptaków w rejonie Cieszyna, oraz sporej ilości ssaków, gadów i płazów.