wtorek, 6 września 2016

Keep calm and go to Białowieża! Zapraszam - Pani z przyrody.




Zaplanowaliśmy, że tegoroczny urlop spędzimy nad Bałtykiem. Lecz jak mówi mądre przysłowie – człowiek planuje, a Pan Bóg się śmieje. Śmieje się i jednocześnie otwiera nieświadomemu człowiekowi drogę do innych, lepszych dla niego rozwiązań, a nawet i do spełnienia jego marzeń. Nad Bałtyk nie dotarliśmy, ponieważ zwyczajnie nie znalazłam żadnej wolnej kwatery. Kiedy po raz „enty” usłyszałam po drugie stronie telefonu: „wszystko zajęte”, dostałam nagłego olśnienia! EUREKA! DZIĘKUJĘ! Żegnajcie „tanie noclegi” z portalu nadbałtykiem.pl, żegnajcie kolorowe promenady, najlepsze pod słońcem gofry z bitą śmietaną i kapsle po piwie, zbierane pieczołowicie na plaży przez najmłodszą latorośl. Do zobaczenie następnym razem, a my tym czasem wybieramy inny kierunek – jedziemy do Puszczy Białowieskiej! Marzyłam o tym  od dawna, najwyższa więc pora zabrać się za spełnianie swoich marzeń! Pan Bóg wyraźnie puścił do mnie oko! Szybko i sprawnie znalazłam cudowny, tradycyjny podlaski domek niedaleko Hajnówki, cały dla nas.
Ogródek w podlaskim stylu


Drewniany domek w podlaskim stylu - wakacyjna kwatera Pani z przyrody
Zapakowaliśmy rowery, lornetki, aparat fotograficzny, peleryny, mnóstwo wygodnych ubrań i oczywiście mój niezawodny, stary i poczciwy „Przewodnik do rozpoznawania roślin i zwierząt na wycieczce” (młodszy syn go uwielbia). Tak wyposażeni wyruszyliśmy do świątyni przyrody na spotkanie z przygodą. Lecz żeby nie było nam tak lukrowo i miło – dzieci poczuły się głodne i przyjęły postawę roszczeniową tuż za pierwszym zakrętem, za kolejnym zaś wszczęły kłótnię pomiędzy sobą, nie wiadomo dokładnie o co. W dodatku szybko okazało się, że bagażnik na rowery trzeba było po drodze kilka razy sprawdzić i poprawić, a obciążony samochód nie chciał się rozpędzić powyżej 100 km na godzinę, ku rozpaczy męża. Keep calm and go to Białowieża National Park! W końcu dzieciaki zasnęły, znudzone wizją całodziennej podróży, bagażnik spokorniał, a do jazdy prawie non stop prawym pasem jakoś przywykliśmy. Dowlekliśmy się na miejsce przeznaczenia późnym popołudniem, cali, zdrowi i w komplecie. Ilość rowerów na bagażniku również się zgadzała. Ufff…, teraz będzie już tylko lepiej. O tym, co zobaczyliśmy w Puszczy Białowieskiej i jakie czekały na nas atrakcje – w następnym poście. Zapraszam - Pani z przyrody.
Pani z przyrody na szosach Puszczy Białowieskiej

Bocian na podlaskiej łące, foto - mąż Pani z przyrody


Pani z przyrody zawsze przygotowana - literatura o przyrodzie polskiej



10 komentarzy:

  1. Przepięknie :) Chętnie kiedyś pojadę~~

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie!! Już znam kolejny cel mojej podróży ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na ciąg dalszy! Ciekawa jestem jak wrażenia z wyprawy :) Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niedawno tam byłam, przepiękne miejsca :) http://aspiracjewariacje.pl/wsi-spokojna-wsi-wesola/

    OdpowiedzUsuń
  5. :) Miejsca urokliwie, ja jednak byłam nad Bałtykiem ale w bardzo ustronnym miejscu, gdzie turystów niewielu, udało mi się jeszcze takie znaleźć .....

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że tak daleko z Wrocławia. Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  7. To już, tylko tyle? Wkręciłam się w czytanie, nastawiłam na więcej i brutalny koniec...:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Puszcza Białowieska to moje marzenie :) Czekam na dalszą część ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. I dobrze się złożyło że nie udało sie z morzem - Mazury tez piękne! :)

    OdpowiedzUsuń