piątek, 30 września 2016

Złapana przez dwanaście srok, czyli bardzo osobista recenzja wyjątkowej książki.




Józef Chełmoński "Powitanie słońca"

W świecie przyrody, zawsze najbardziej fascynowały mnie ptaki. Udało mi się zgromadzić w ostatnich latach pokaźną kolekcję książek o tematyce ptasiej – atlasy, albumy, ptaki w sztuce, w kulturze, w ogrodzie, ptaki i ich tajemnice, ptasi raj, monitoring ptaków, poradniki jak obserwować, jak fotografować, jak dokarmiać, jak nie dokarmiać, itp… Uderzyła mnie pewnego dnia ilość tych pozycji. Jak to możliwe, że tyle u mnie książek o ptakach, a nie posiadam ani jednego atlasu motyli?! W czym motyle, ważki, płazy oraz wszystkie inne gatunki naszej rodzimej fauny tudzież flory, są gorsze od ptaków? Czy publikowanie i kupowanie kolejnych książek o ptakach to jakieś dwie nowe dyscypliny sportowe? Czas na zmiany! Postanowiłam z premedytacją lekceważyć kolejne nowości literackie z kategorii ornitologia. Dosyć książek o ptakach! Przyjaciółce zasugerowałam, że w prezencie urodzinowym interesuje mnie Saga Puszczy Białowieskiej Simony Kossak. Potrzebuję  głębszego przekazu, niż kolejne albumy ze zdjęciami i opowiastkami przyrodniczymi. Zdziwiłam się, kiedy w dniu swoich urodzin, ze skrzynki na listy wyciągałam przesyłkę od przyjaciółki, a jej gabaryty były zdecydowanie mniejsze, niż format, w którym wydano Sagę. Istotnie, nie była to Saga, lecz książka o ptakach – „Dwanaście srok za ogon” Stanisława Łubieńskiego. Pobieżnie przeczytana recenzja na tylnej obwolucie obiecywała miłą lekturę, a dedykacja, wpisana przez przyjaciółkę na pierwszej stronie, sugerowała jak najlepsze intencje wobec mnie. No i jak tutaj nie czytać!? 
Dwanaście srok za ogon
Pomimo wszystko, książkę odłożyłam. Przeleżała na regale wśród różnych bibelotów ponad dwa miesiące. Przypomniałam sobie o niej przypadkowo, gdy czegoś wśród nich szukałam. Wzięłam do rąk, zapominając czego naprawdę szukam. Uzmysłowiłam sobie niewygodną prawdę o tym, że nadal nie posiadam żadnego atlasu motyli i że nie przeczytałam też Sagi. Jednocześnie poczułam coś w rodzaju zobowiązania, zarówno wobec przyjaciółki jak i autora „Dwunastu srok...”. Kolejny raz nie wypada jej odłożyć, w końcu to prezent. Zaparzyłam sobie więc herbatę, wskoczyłam w strój wieczorowo-pościelowy i pobiegłam z książką do łóżka. Zamknęłam za sobą drzwi do sypialni, dając do zrozumienia dzieciom i mężowi, że wstęp raczej wzbroniony i oddałam się lekturze. Jednak niczego wielkiego sobie nie obiecywałam, poza chwilą świętego spokoju. No ale stało się! Dałam się złapać, wpadłam niczym beztroska ważka w pajęczą sieć. 
Wszystko, co do tej pory w temacie ornitologii najbardziej mnie pociągało, poruszało, niepokoiło,  dostarczało emocji i rozbudzało wyobraźnię - wszystko to odnalazło potwierdzenie w tej książce. Również niedosyt, którego często doznaję, jako wiecznie początkujący i niespełniony ptasiarz, został zaspokojony. Gdybym miała być ptasiarzem z prawdziwego zdarzenia, byłabym w tym podobna do autora. Liczyłabym bocianie gniazda na ochotnika w pobliskiej gminie i przyglądała się reakcji mieszkańców. Leżałabym przed zmierzchem w samotności na łące i szukała żurawi na słuch, przywołując w myślach obrazy Chełmońskiego. Pomagałabym jako wolontariusz, obrączkując ptaki. Zastanawiałabym się nad sensem bicia rekordów w birdwatchingu. Gdybym miała napisać książkę o ptakach, to stworzyłabym ją kierując się podobną wrażliwością i intuicją. Uderzałabym narracją w podobne tony. Emocje i przeżycia opisane w książce, stały się chwilowo moimi własnymi. Pobudzona empatia wytworzyła niewidzialną nić porozumienia pomiędzy dwoma światami. Świadomość tego, że jest ktoś, kto uosabia ptasiarza, którym sama chciałabym być, gdybym taką możliwość miała, wystarcza mi do poczucia spełnienia. Dziwne to, ale tak właśnie czuję. Gdybym  miała teraz zostawić sobie jedną książkę o ptakach – być może zostawiłabym tą. Kto wie, czy nie oddałabym nawet tego pięknego albumu, ze spektakularnymi zdjęciami ptaków Polski. Nic tak nie pobudza wyobraźni i zmysłów, jak utkana z czułością fabuła, pisana naturalnie, lekko i ciekawie. Słowa mogą mieć wówczas większą moc, niż najdoskonalsze obrazy.  Dziękuję autorowi za  przypomnienie tego, że pasja ornitologiczna to przede wszystkim głęboka fascynacja przyrodą oraz wrażliwość na świat.  Birdfeeling ważniejszy bywa niż birdwatching. Moja kolejna lektura to „Sekretne życie drzew” - już nabyłam. Natomiast Atlas motyli i Saga Puszczy Białowieskiej, nadal pozostają w poczekalni...

11 komentarzy:

  1. Atlas motyli chętnie bym poprzeglądała. Uwielbiam atlasy zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym mieć czas na przeczytanie dobrej książki, jednak wieczorem po całym dniu biegania za 4latkiem i obowiązków domowych moim ukojeniem jest kąpiel i sen.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka o ptakach, hmm do tego trzeba pasji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ujął mnie klimat Twojeo bloga, otoczył spokój i świergot ptaków. Dziękuję:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię pasje, a po tym, w jaki sposób opisujesz swoje wrażenia, czuję, że kochasz ptaki. Uważam, że to cudowne. Pozdrawiam gorąco!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak wspaniale napisana recenzja! <3 Życzę Ci abyś mogła jednak być w pewnym momencie swojego życia takim ptasiarzem, jakim chciałabyś być! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniale piszesz, czuć w tym pasję! :)
    Pozdrawiam,
    z-dusza.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam serdecznie !!! Już pierwszy rzut oka na Twój blog powiedział mi, że mamy podobne zainteresowania!! Ja też od dzieciństwa zachwycałam się przyrodą i kochałam biologię. Już w podstawówce przerysowywałam obrazki ptaków, ucząc się je rozpoznawać, marzyłam o lornetce i kasecie z głosami ptaków:) Od kilku lat realizuję to moje marzenie:):). W wolnej chwili na pewno będę wracać do Twojego bloga!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń